ODT – Pamiętnik

16.11.2018 ODT – Pamiętnik

 

Pamiętnik

Każdego dnia zmieniający się wokół nas świat powoduje, że znaczenie prostych do tej pory słów rozszerza się, ewoluuje. Taki na przykład pamiętnik, to w podstawowym znaczeniu zeszycik, notatnik w którym grzeczne dziewczynki lub chłopcy każdego dnia zapisywali, co wokół nich i w nich samych tego dnia się wydarzyło. Jako dwudziestoletni młodzian zauważyłem, że słowo pamiętnik w środowisku muzyków jest również używane w odniesieniu do ludzkiego umysłu, do tego co pamiętamy, bądź zapominamy. Tuż obok leży pamiętnik bardziej pomnikowy, oceniający fakty, które na naszą pamięć zasługują, a o których chcemy zapomnieć. No i współczesna technologia… Słyszałem, jak fachowcy od cyfry mianem pamiętnika określają wszelkiej maści dyski pamięci, pendrajwy i temu podobne. A teraz mój pamiętnik przypomniał mi, że ma być krótko, więc powinienem zamknąć japę i przejść do rzeczy…

Pamiętnik Izy jest niezwykły. Poukładany, czysty, przejrzysty, profesjonalny, wypełniony pragnieniem i wiarą w sukces. Nie ma w nim raczej miejsca na improwizacje i niepewności. Jakiś czas temu graliśmy z Izą trasę koncertową. 36  największych, najbardziej prestiżowych obiektów w Polsce. Warszawa, Wrocław, Katowice, Gdańsk itd. Młoda gwiazda wykorzystywała swoje możliwości, urodę, wielką popularność w sposób przemyślany i planowy. Każdej piosence towarzyszył ruch sceniczny dostosowany do klimatu utworu. Poruszanie się po scenie, kroki, obroty i gesty nie były przypadkowe. I tutaj do akcji wkracza pan Pamiętnik. Iza niezbyt mu ufała, w związku z tym na scenie były narysowane, znane tylko artystce linie, łuki, koła, krzyżyki itp., które były mapą do poruszania się po każdej piosence. Wtedy jeszcze nie wymyślono hologramów, laserów i tym podobnych. Do dyspozycji była kreda, taśma lepiąca, papier. Scena z góry wyglądała jak kosmiczne rysunki na płaskowyżu Nazca w Peru. Oczywiście jakakolwiek ingerencja któregoś z nas w te malowidła spowodowałaby poważne zaburzenia w trakcie koncertu, ale my byliśmy dobrymi kolegami i zachowywaliśmy się wobec młodej koleżanki należycie… no może wyłączając z tego ostatni koncert w hali Arena w Poznaniu. O mamelko, aleśmy jej nawywijali…

Pamiętnik, to podstawowy ból dla śpiewających  przede wszystkim z innych powodów. Ilość tekstów w pewnym momencie sprawia, że pojawiają się dziury w tej misternej sieci informacyjnej. Dzisiaj do pomocy są wszelkiego typu promptery, które pomagają wokalistom w opanowaniu tekstów. Ale kiedyś tego nie było… I wtedy właśnie graliśmy na festiwalu w Sopocie. Szpan, transmisja w TV i takie tam cymesiki. Aha, i jeszcze do tego orkiestra symfoniczna. Mieliśmy zagrać fragment materiału z dopiero co nagranej płyty „Przechodniem byłem między wami”. Piękny muzycznie, niełatwy tekstowo. Krzysiek na samą myśl aż się kurczył w sobie. No nic… jedziemy…. Najbliższe siedem minut opowiedziane zostało później przez dwóch facetów  komentujących tę samą scenę ze swojej osobistej perspektywy.

Wersja Krzyśka – Zaczęliśmy i wszystko jest OK. A tu nagle czarna dziura. Ale ja dalej ruszam paszczą, tak jakbym ten fragmencik pamiętał. Za sekundę pamiętnik zadziałał, wiec ja łubudu… trochę się dziwiłem, że mój wokal jest tak głośno wywalony ponad kapelę, ale niech tam.. Po pierwszym refrenie znowu pieprzona dziura w pamiętniku, na co ja ponownie ruszam ustami i wszyscy są przekonani, że ten tekst w całości umiem od urodzenia. I tak dojechaliśmy do mety…

Zupełnie inaczej tę samą scenkę widział Ludwik, przedsiębiorca, właściciel i realizator całego nagłośnienia Sopot Festiwal – Siedzę na widowni za konsoletą – opowiada Ludwik –  no i wy wychodzicie. Super. Ten jak ryknie to przynajmniej coś będzie słychać. No i faktycznie, aż musiałem Cuga przyciszyć, bo lekko przykrywał kapelę. Ale za chwilę coś się spierdzieliło. Kapela gra, nie ma wokalisty. Myślałem, że dostanę zawału. Odruchowo podgłośniłem Krzycha na full. Zadziałało, ale tak dupnęło że mało głośniki nie wypadły na widownie. Rzuciłem się w panice na heble, żeby go ściszyć. No opanowane – myślę –  ale skąd, dupa… w drugiej zwrotce, po refrenie to samo. Kapele gra, facet rusza ustami, czyli śpiewa, ale go k…wa nie słychać. Więc ja ponownie wokalistę na cały regulator i nie wiem dlaczego, ale znów poskutkowało. W życiu czegoś takiego nie przeżyłem – zakończył opowiadać Ludwik. Po paru latach, jak historia naszego występu sopockiego okrzepła w przeróżnych branżowych interpretacjach Krzysiek przyznał się Ludwikowi, jak to było naprawdę. Czas łagodzi… więc wszyscy pośmiali się z tego jeszcze raz… Pamiętnik to spryciarz… W sobotę oglądałem w TV widowisko muzyczne na Stadionie Narodowym. Pamiętnik chciał mi coś powiedzieć, ale lojalnie go ostrzegłem – milcz, bo uduszę

t.