ODT – Z dobrej perspektywy…

14.09.2018 ODT – Z dobrej perspektywy…

 

Z dobrej perspektywy…

Zawsze w końcu zdarza się ten pierwszy raz. Kiedyś pierwszy raz pojechaliśmy na zachód Europy, pierwszy raz dotarliśmy do USA, pierwszy raz graliśmy koncerty w ZSRR. W każdym z tych miejsc rzeczywistość weryfikowała nasze wyobrażenia i zasłyszane opowieści. Ale zatrzymajmy się na chwileczkę w tym trzecim miejscu, w ZSRR. Jest noc, hotel, jesteśmy po koncercie. Idę korytarzem w kierunku swojego pokoju. Mijam niewielki, okrągły hol. Patrzę w prawo, stoi. Komoda, nie komoda. Szafa, nie szafa. Duży, pękaty mebel wyglądający jak solidna skrzynia. Solidna, na rogach obita blachą w kolorze czerni i brązu. Co to takiego? Dumam, dumam i nic. W końcu dostrzegłem w prawym górnym rogu maleńki, podłużny pionowy otwór, a obok okrągły guziczek. Pod otworkiem pisało „tri kopiejki”, a obok guziczka „nażmi knopku”, co oznaczało z grubsza żeby ten guziczek przycisnąć. No cóż… jak kazali tak zrobiłem. Lekko chrobotnęło, oraz zrobiło „ping” i w lewym dolnym rogu otworzyły się maleńkie drzwiczki przytrzymywane sprężynką o wymiarach 10 cm na 25 cm, których wcześniej jako jednostka marnie zaawansowana technologicznie nie zauważyłem. Stoję, czekam, czekam… i nic. Ostrożnie klękam i patrzę jak szpak w ten otworek od drzwiczek które robią „ping”. Też nic, ciemno… Położyłem się na podłodze i zanurzyłem lewą rękę w czeluściach tej szafo-komody. Jest! Huraaa. Wyciągam łapę i patrzę. Szmatka, szczotka, pudełeczko z blachy, a w  środku pasta do butów. Wyczyściłem sobie kamasze. Sprzęt wrzuciłem na miejsce i lekkim kopniaczkiem zamknąłem drzwiczki, które chrobocząc ponownie zrobiły „ping”. Zachwycony własnymi dokonaniami wyprostowałem się i wtedy zobaczyłem przykręconą do ściany tabliczkę. Na niej pisało „Automat do czyszczenia obuwia” Jak tu się nie śmiać, pomyślałem…

Dzisiaj w dobie mega zaawansowanych smartfonów,  tabletów, oraz innych technologicznych cudów tamta scena mówi mi o tym, jak wspaniałą drogę w przeciągu chwili przemierzyli ludzie. I już się nie śmieje… Jestem dla nich pełen podziwu.

I zdałem sobie sprawę, że nawet w smutnych i tragicznych informacjach znajdują się wyznania miłości, a Maria Callas nie potrzebowała żadnej technologii… Potrzebowała tylko drugiego człowieka, dla którego mogła by śpiewać…

t.