W upalnym Jaraczewie

W upalnym Jaraczewie

 

Kiedyś wydawało mi się, że imprezy celebrujące obchody dni miast i miasteczek są takie same. Nie są. Różnią się tak, jak my różnimy się od siebie. Wczorajsze Dni Ziemi Jaraczewskiej na pewno były jedyne i niepowtarzalne. Ludzie, którzy animowali święto swojej małej ojczyzny poszli zupełnie inną, imponującą drogą. Zamiast długiej listy wykonawców i innych atrakcji zaprosili dwie artystyczne ekipy.

Bo ludzie tak chcieli, lubią ich – powiedział burmistrz. Niewielka scena zbudowana była w niewielkim, pięknym swoją naturalną zielenią parku. Zarządzający tą krainą, niezależnie od szarży, od południa w upale uwijali się wraz z rodzinami aby ten dzień był wyjątkowy. Na ulicy, na placu, w kościele przypominali, ogłaszali, zapraszali, informowali, dopowiadali… Ok 22:00 gdy wyszliśmy na scenę to wydawało nam się że w parku byli wszyscy mieszkańcy Jaraczewa i swoim entuzjazmem chcieli powiedzieć, że bliskość Jarocina z festiwalową tradycją nie wpędza ich w zakłopotanie. Pomimo półwiecznego doświadczenia cięgle coś mnie i nas zadziwia.

Jaraczewianie: Pozdrawiamy i dziękujemy…

BS