Gorączka piątkowej nocy

Gorączka piątkowej nocy

Wisła i Ustroń to skrawek naszego kraju bardzo pobudzający moją pamięć. O byłych, tenisowych, dziecięcych wybrykach związanych z tym pięknym regionem już kiedyś przynudzałem, więc dam spokój. W miniony piątek graliśmy w amfiteatrze w Ustroniu. Amfiteatr piękny, miasteczko urokliwe, publiczność trudna do zdefiniowania bo składająca się głównie z wypoczywających wczasowiczów. Koncert starannie przygotowany przez familijną firmę Brussa zaczynał się o godz. 20:00. Zagraliśmy trochę inny repertuar niż na ostatnich kilku koncertach, ale opłacało się. Takie zmiany również grającym pomagają zażyć dawkę nowej energii. Jednak prawdziwa gorączka piątkowej nocy była dopiero przed nami. Po dwóch godzinach grania plan był taki: zwijamy graty, wsiadamy do Budkowozu i jedziemy do miejsca następnego koncertu, czyli do Gostynia w Wielkopolsce. Byliśmy szybsi od wiatru, a po drodze udało mi się jeszcze przypomnieć sobie słowo „przepraszam”, i już przed czwartą rano dotarliśmy do celu. Pozostało nam jaszcze rozwiązać problem, czy iść spać, czy dotrwać do próby… ale to już całkiem inna kwestia…

Pozdrawiam

t.