12 mar CSK
Występy u siebie w domu mają dwa podstawowe oblicza. Jedna religia uważa, że koncertowanie na swoim podwórku to łatwizna i bułka z masłem inni są zdania, że to najgorsza kara. Ta druga wersja wydarzeń jest według mnie niesprawiedliwa, bo wymaga założenia że mieszkamy pośród złośliwców i ludzi nieżyczliwych. Tak na szczęście pomimo plotek i pozorów nie jest. We wtorek zagraliśmy po raz pierwszy w życiu w lubelskim Centrum Spotkania Kultur. O pięknie i nowoczesnym wyposażeniu tego obiektu naopowiadałem się w licznych wywiadach. Pomimo tego, że po wielu latach, to z nieukrywaną radością wyszliśmy na scenę CSK i przez dwie godziny celebrowaliśmy każdy takt, zwrotkę i refren w naszej rodzinnej lubelskiej atmosferze. Akceptacja, życzliwość, szczerość i jedność zgromadzonej publiczności rozbiła w drobny mak jakiekolwiek przesłanki o tym, że trudno grać dla swoich. My graliśmy dla bliskich, a oni bliskich widzieli i słuchali. To był wieczór pełen magii, czaru i poczucia wspólnej radości. I za to Szanowni Państwo nasza dozgonna wdzięczność.
Budka Suflera

































