Na zapleczu

Na zapleczu

Kolejny koncertowy dzień rzucił nas do Kołobrzegu. Znany od dekad amfiteatr ukazał nam się takim, jakim go od lat pamiętamy i to w każdym szczególe. Jakby czas się tutaj zatrzymał.  Jednak cały nasz zapał do grania przyhamował wiatr, ulewa i zimno. Woda na scenie i widowni to poważne zagrożenie dla zdrowia i życia dla występujących i dyskomfort dla słuchaczy. Pojawiło się kluczowe pytanie. Co robimy?

Najprościej to odwołać i odjechać. Jednak takie dorosłe przypadki jak Budka od dawna wiedzą, że słuchacza nigdy nie odsyła się do domu.  Na zapleczu sceny, w dość dużym pomieszczeniu, które w epoce festiwali było poczekalnią wystarczyło zrobić trochę porządku, rozstawić graty i jedziemy. Kto chciał szedł na zaplecze i w warunkach kompletnie odjechanych był częścią naszego niezwykłego koncertu.  Każdy skrawek podłogi, gdzie można bylo stanąć, usiąść lub przycupnąć został wykorzystany. Graliśmy dwie godziny, wykonaliśmy trzy bisy. Ponad 50 lat tułam się po rożnych scenach, ale w czymś takim jeszcze nie uczestniczyłem. Takiego kontaktu z publicznością i scenografią nie doświadczyłem zarowno ja,  jak i nikt z nas.

Koncert na zapleczu kołobrzeskiego amfiteatru jest niemożliwy do zapomnienia…

I to był prawdziwy rock’and’roll.

t.z.